Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Przy okazji tego zdarzenia przypomnę również, że gazety, ze względu na szeroki brak wszelkich wyrobów papierniczych, poza ich funkcją informacyjno-edukacyjną były wtedy powszechnie używane do różnego rodzaju opakowań. Zawijało się w nie śniadanie do pracy, zakupione na bazarze mięso, kwiaty dla najdroższej, wycierało się w nie spocone czoło lub wkładało się je pod koszulę jako doskonałą ochronę przed wiatrem i chłodem. W tej dziedzinie użyteczności publicznej „Trybuna Ludu” była nie do pobicia, było jej wiele i miała duży format.

Kilkadziesiąt lat później, w końcu lat osiemdziesiątych, byłem w Mińsku białoruskim. Mój kuzyn Andrzej miał ochotę na zjedzenie słynnego śledzika, przyrządzanego w domu z cebulką i w śmietanie. Mieli tam duże trudności z produktami i ze wszystkim zresztą, ale śledzie można było kupić w sklepie. Weszliśmy, ekspedientka wyjęła dwa dobrze osolone śledzie z otwartej dużej beczki i położyła je na kontuarze przed nami. Po opłaceniu, widząc nasze oczekiwanie spytała, dlaczego nie zabieramy kupionych śledzi. Na to zdziwiony Andrzej odpowiedział, że nie możemy brać ociekających solą śledzi bez opakowania. Ekspedientka wyjaśniła z pewnym zniecierpliwieniem, że „coś do opakowania” sprzedają w sklepie naprzeciwko. Wystarczyło pójść tam ze śledziami, by na miejscu kupić to „coś” i opakować nasz zakup. Andrzej zażądał książki życzeń i zażaleń.

Był to rodzaj kontrolnego zeszytu, gdzie klienci mogli wpisać swoje skargi czy uwagi, które potem mogły mieć jakiś wpływ na ocenę pracy personelu sklepu. Oczywiście, kartki były numerowane i przeszyte sznurkiem, którego końce były zatopione w ogromnej pieczęci z laku, wiszącej na ostatniej stronie zeszytu. Z przyniesionego przez wzruszającą ramionami ekspedientkę zeszytu Andrzej z namaszczeniem wyrwał cztery środkowe strony i zapakował w nie śledzie, wyjaśniając, że to jest nasz sposób zapisania skargi w zeszycie na brak niezbędnych opakowań w sklepie.

Co się tam wtedy zaczęło dziać, trudno sobie wyobrazić. Ekspedientka w spazmach krzyku, kierownik sklepu zamknąwszy uprzednio drzwi na klucz, krzyczał w telefon, wzywając milicję do zabrania dwóch chuliganów, kilku kupujących patrzyło z niedowierzaniem na ten niespotykany i przerażający wyczyn. Nie zabrano nas na milicję tylko dzięki mojemu paszportowi, a całe zajście skończyło się na upomnieniu, w którym powiadomiono, że nasz akt mógł zostać zakwalifikowany jako świadome niszczenie oficjalnych dokumentów, co było karalne natychmiastowym więzieniem.

Tak więc samo życie pokazało, że problem opakowań był zjawiskiem powszechnym, pojawiającym się nieuchronnie na jakimś tam etapie budowy socjalizmu.