Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Pomysłowość studentów, aby jak najłatwiej „przeżyć” egzaminy, nie znała granic. Mógłbym przytoczyć wiele przykładów tych sposobów, mniej lub bardziej skutecznych, gdyż sam ich używałem, gdy była ku temu możliwość, ale ograniczę się tu tylko do ich zilustrowania trzema przykładami, z których pierwszy wymagał pewnych specjalnych predyspozycji u zdającego.

Mieliśmy na roku jednego kolegę, który miał rzadki przywilej jąkania się. Nie dużo, po prostu od czasu do czasu jakieś słowo mniej łatwo mu „wychodziło”, ale to nie utrudniało mu prowadzenia prawie normalnej rozmowy. Chyba to było na egzaminie z matematyki, grupa studentów w głębi małej sali i nasz kolega, nazwę go anonimowo Kazio, przy tablicy. Profesor pytał go o wyprowadzenie jakiegoś wzoru, poczynając od elementów wyjściowych zadanego problemu. Kazio w skupieniu, zanim zaczął pisać kredą na tablicy początkowe elementy równania, postanowił dostarczyć profesorowi niezbędne według niego wyjaśnienia, wymawiając je z ogromnym trudem.

Wyglądało to mniej więcej tak, Kazio: „Bio.. bio.. biorę naj.. naj.. naj.. ba.. bar.. bardziej pro.. proooosty przy.. przy.. przyyyyyyykład”. Profesor, który z konieczności przerodził się w słuchacza, zrozumiał, że ma tu do czynienia ze studentem upośledzonym w swojej wymowie, co wymagało z jego strony dużej wyrozumiałości i taktu, aby go nie urazić. Słuchał go więc uważnie bez uwag. Kazio zaczynając pisanie wzoru przeszedł do jego elementów składowych: „Ca.. ca.. caaaałka ró.. róż.. różniiiiiczki szy.. szy..szy..szy..”, wyraźnie Kazio się zaciął i wyraz nie przechodził. Szybkości”, postanowił mu pomóc profesor. Kazio zaakceptował to skinieniem głowy i przechodząc do następnego elementu, „do.. do.. do.. do..”. „Dodana”, mimowolnie podpowiedział profesor, zdecydowany przyśpieszyć komentarz. Przeczący ruch głowy Kazia oznaczał, że profesor nie trafił. „Do.. doprowadza do s.. ssss.. stwie.. rdzenia, że cz.. cz.. czas nie ma zna.. zna.. cze.. cze.. znaaaaczenia!” Zaśpiewał tym razem tryumfalnie Kazio, szczęśliwy, że dobrnął do kropki. Dla profesora niestety czas miał znaczenie. Widząc trudności z wymową Kazia, delikatnie zaproponował mu wyjście:

- Proszę pisać wzory, a ja je sam sobie objaśnię.

Kazia odpowiedź była grzeczna, lecz stanowcza i jasna:

- Nie umiem pisać bez objaśnienia (zdanie po skrótach czasowych).

Ponieważ czas, który poświęcił Kazio na początek dowodu, odpowiadał czasowi przeznaczonemu na egzamin jednego studenta, profesor miał jedno wyjście – uznać, że Kazio znał resztę odpowiedzi, tylko miał problem z jej przekazaniem. Co też zrobił, zaliczając Kaziowi przedmiot. Po skończonym egzaminie, Kazio wśród wąskiego grona słuchaczy nie mógł się powstrzymać od komentarza, przekazanego z pewną dumą i już bez zatrzymań:

- To jeszcze nic, w porównaniu z tym, co pokażę następnym razem, jak „podszlifuję kilka nowych przejść!”.

Drugi przykład dotyczy sposobu prostego, ale często zawodnego dla jego wykonawcy.

Inny Kazio, mój przeszły i niezapomniany współmieszkaniec z „dwójki” w akademiku, otrzymał raz na egzaminie z matmy zadanie, nad którym pocąc się w milczeniu, nie znajdywał żadnego rozwiązania. W pewnym momencie schwycił się oboma rękami za głowę, a jego twarz zmieniona wyrazem ogromnego bólu, zwróciła uwagę i zaniepokoiła profesora:

- Co się stało, panie Kaziu? Coś niedobrego? Kazio nie odrywając rąk od głowy, z oczami zamkniętymi, odpowiedział krzywiąc się niemiłosiernie z bólu:

- To nic, panie profesorze. To mi się zdarza, ale wystarczy, że się wyciągnę na kilka minut i ten ból okropny powinien przejść. Czy mogę to uczynić?

Profesor nie dysponował w swoim gabinecie żadnym miejscem, gdzie Kazio mógłby przyjąć niezbędną mu horyzontalną pozycję, więc skwapliwie się zgodził. Kazio, powłócząc lekko nogami, wydostał się na korytarz. Po kilkunastu minutach regenerującego odpoczynku, widocznie już bez bólu, powrócił do gabinetu, deklarując, że jest już w stanie odpowiedzieć na zadane mu pytanie. Na to profesor:

- Bardzo się cieszę, że to nie było groźne. Mam tu właśnie dla pana nowe, trochę łatwiejsze pytanie. I tu profesor „zasunął” Kaziowi nowy problem do rozwiązania, który jak poprzedni wychodził również poza zasięg jego umiejętności. Ten, nie widząc wyjścia, zaproponował:

- Panie profesorze, ja znam rozwiązanie poprzedniego problemu i tylko ten ból głowy przeszkodził mi w daniu odpowiedzi.

- To właśnie dlatego, że teraz pan zna rozwiązanie, dałem panu nowe zadanie!

Trzeci przykład miał zastosowanie tylko wtedy, gdy zdający pochodził z kasty „nietykalnych”.

Na ćwiczeniach z matematyki na pierwszym jeszcze roku, jeden z asystentów oceniał stopień znajomości wykładanego przedmiotu, zadając pytania studentom dotyczące rozwiązania konkretnych przykładów. W pewnym momencie do odpowiedzi na zadany problem, wskazał na osobę pierwszego sekretarza partii na wydziale, towarzysza Z. Zapytany podniósł się wolno z miejsca i przechylony nad powierzchnią pulpitu, o który opierał się nadgarstkami, bez słowa patrzył, marszcząc groźnie czoło, na asystenta. Ten, nie słysząc żadnej odpowiedzi przyjrzał się uważniej stojącemu, a rozpoznając nagle dostojną funkcję, którą on piastował, przestraszony chciał pospiesznie naprawić swój nietakt:

- Ależ nie, nie! To nie o pana chodziło! Pytanie moje jest przeznaczone dla kolegi, który siedzi obok. Ja po prostu źle wskazałem osobę!

Uspokojony towarzysz Z. usiadł, uśmiechając się do asystenta z wyrozumiałością, że nie ma mu za złe popełnionego błędu przez zwykłą nieuwagę.