Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Po otrzymaniu świadectwa ukończenia klasy dziewiątej nic już nie stało na przeszkodzie, by zapisać mnie do dowolnej szkoły. Ponieważ po długich rozważaniach doszliśmy z rodzicami do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli pójdę do liceum mechanicznego na Targowej, i ponieważ nie mieliśmy innej alternatywy, pewnego dnia w drugiej połowie czerwca pojechaliśmy z mamą do Warszawy, by złożyć w wybranej szkole wszystkie wymagane papiery. Egzaminy wyznaczono na ostatnie dni czerwca i mama zadecydowała, że zostaniemy w Warszawie te kilka dni, które dzieliły nas od ich rozpoczęcia.

Mogę się przyznać, że te kilka dni spędziłem w ogromnym niepokoju. Nie mogłem bardziej już przygotować się do egzaminów, gdyż wszystkie podręczniki zostały w Płońsku. Tak więc czas pozostały do fatalnej daty poświęcałem na tłumienie paraliżującego strachu i rozmyślaniu nad różnymi możliwościami, które mogą wyniknąć w zależności od rezultatu egzaminów. Długo obmyślałem i wałkowałem w myślach trzy różne plany działania, które mógłbym zastosować dla trzech możliwych wyników egzaminu. Możliwość pierwsza: egzamin zdałem i jestem przyjęty do szkoły; działanie dalsze jest proste: zostaję w Warszawie, chodzę normalnie do liceum i po maturze otrzymuję dyplom technika. Możliwość druga: egzamin „oblany” i nie jestem przyjęty; działanie dalsze: wracam do Płońska i robię tam maturę ogólnokształcącą. Możliwość trzecia: egzamin „oblany” i nie jestem przyjęty; działanie dalsze: wstyd po oblanym egzaminie nie pozwala mi wrócić do szkoły do Płońska i… i nie miałem pojęcia, co dalej. Im więcej o tym myślałem, tym bardziej byłem przekonany, że egzamin obleję i tym bardziej cierpła mi skóra, a jeszcze bardziej cierpiała moja ambicja.

W noc przed egzaminem nie mogłem zasnąć. Byłem coraz bardziej przekonany, że rezultaty będą opłakane i ciągle widziałem kolegów naśmiewających się ze mnie, z mojej zarozumiałości, że chciałem im „pokazać”, że uda mi się dostać do szkoły do Warszawy. Nazajutrz rano poprosiłem mamę, aby do szkoły na egzamin nie jechać tramwajem tylko pójść piechotą. W ten sposób miałem wrażenie, że odwlekam przyszłe nieszczęśliwe chwile. Po dojściu, mimo wszystko, do szkoły dowiedzieliśmy się, że egzaminy będą z 5 przedmiotów: chemii, matematyki, fizyki, polskiego i nauki o Polsce i że będą one pisemne i potrwają dwa dni. Natomiast wyniki otrzymane na egzaminach i ostateczna lista uczniów przyjętych do pierwszej licealnej ogłoszone będą dwa dni później. Wszedłem krokiem skazańca na salę egzaminacyjną i zasiadłem w wyznaczonym miejscu. Mama powiedziała, że pójdzie do parku praskiego, niedaleko od szkoły i przyjdzie po zakończeniu egzaminów z przedmiotów wyznaczonych na pierwszy dzień.

W drugim dniu procedura była podobna, a ja, po ostatnim egzaminie z nauki o Polsce, wiedziałem już z całą pewnością, że egzaminy oblałem. Z chemii, fizyki, a szczególnie z matematyki połowy zadań nie rozwiązałem, a niektóre z nich były dla mnie po prostu niezrozumiałe. Ten fakt, niezrozumienia problemów, które trzeba było rozwiązać, wytrącał mnie w czasie egzaminu zupełnie z równowagi. Starając się jakoś pojąć niezrozumiały problem, traciłem dużo czasu, którego mi potem brakowało na rozwiązanie zadań prostszych. Po wyjściu z sali egzaminacyjnej podszedłem niemrawo do mamy, aby oznajmić jej przypuszczalnie złą wiadomość. Lecz mama, chyba by mnie uspokoić, a może i siebie również, zapewniła: „Nie martw się, na pewno przesadzasz. Jak mogłeś nie zdać? Przecież byłeś najlepszym uczniem w klasie. Masz na cenzurze same piątki.”

Będąc już pewny, że nie zdałem egzaminu i nie będę przyjęty do szkoły, musiałem na nowo obmyśleć plan, co w tym wypadku będę robił. Pewność pierwsza: nie zdałem i nie jestem przyjęty do szkoły. Pewność druga: nie wrócę do Płońska, gdyż na to nie pozwala mi ambicja. Postawiłem sobie cel, który był osiągalny, bo oparty na znajomości przedmiotów zawartych w programie nauczania, a który jednak z jakichś powodów okazał się nie do zrealizowania. Najlepszy uczeń oblał tam gdzie, gorsi od niego zdali. Nie, nie mogłem się stać pośmiewiskiem dla innych. Pewność trzecia: musiałem zdecydować się szybko, co będę robił dalej, gdzie się podzieję? Po rozważeniu różnych, nawet nieprawdopodobnych możliwości, znalazłem tylko jedno wyjście. Mając wyprzedzenie wiekowe w klasie w stosunku do innych o minimum dwa lata, mogłem zniknąć na jakiś czas ze szkoły, aż wszyscy zapomną o moich obecnych niepowodzeniach. Słyszałem przez radio, że w Puszczy Białowieskiej poszukują drwali do cięcia drzew, więc aby przeżyć swoją porażkę, pojadę do pracy tam, gdzie nikt mnie nie będzie szukać. Poszedłem nawet na Dworzec Wschodni, niedaleko od mieszkania cioci , aby zapisać godziny odjazdu pociągów do Białowieży. Myślę teraz, że wybór Białowieży był podyktowany moim szczególnym zamiłowaniem do lasów.

Podbudowany tym zapasowym planem działania, który wydawał mi się jedynym wyjściem z zaistniałej sytuacji, już bardziej spokojnie czekałem na dzień wyników. Szybko przeszły jedne z najkrótszych dni w moim życiu i nadszedł mało oczekiwany, fatalny dzień.