Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Nauka w szkole szła mi dobrze, ale – jak to później stwierdziłem na własnej skórze – poziom nauczania był niski i to głównie z powodu niewystarczającej liczby kompetentnych profesorów. Powód był prosty, dużo ludzi z wykształceniem zginęło w czasie wojny, a ci, którzy zostali w takich małych miastach jak Płońsk, woleli wyjechać i osiedlić się w dużych miastach, jak Warszawa, gdzie mieli możliwość otrzymania lepiej płatnego zajęcia i życia w znacznie lepszych warunkach.

Moi nowi koledzy różnili się znacznie od tych z Dzierzązni. Większość uczniów w klasie była starsza ode mnie, byli bardziej śmiali, bardziej rozwinięci umysłowo niż my, przybyli ze wsi. Podejrzewam nawet, że na początku roku uważali nas trochę za niedorozwiniętych umysłowo, gdyż przeszliśmy ze szkół, w których poziom nauczania był na pewno niższy niż w Płońsku. No, ale taka sytuacja była wszędzie i był to wynik sześciu lat wojny i okupacji.

Kilka miesięcy przed końcem roku szkolnego zacząłem na nowo „wiercić dziury w brzuchu” rodzicom, że chciałbym pójść do szkoły technicznej. Przyczyn tego było kilka. Przede wszystkim, co mnie pociągało najbardziej i do czego miałem chyba trochę więcej zdolności, to była technika, a szczególnie radiotechnika. Poza tym szkoła w Płońsku nie wydawała mi się wystarczająca do dalszego pogłębiania mojej wiedzy i już wtedy marzyłem po cichu o pójściu do szkoły w Warszawie.

A najważniejsze było to, że zdając sobie dobrze sprawę z nienajlepszej sytuacji finansowej moich rodziców, chciałem zdobyć jakiś zawód, by moc potem już samemu utrzymać się i kontynuować dalsze studia. Oczywiście mama całkowicie popierała moje projekty, mówiąc: „Tu w Płońsku nie masz nic do zrobienia, ponieważ jak skończysz tę szkołę, to i tak będziesz bez zawodu, a ja nie wiem, czy będziemy mogli ci zapewnić warunki do dalszej nauki.” I tak było naprawdę. Mimo że ojciec mój w międzyczasie znalazł pracę w spółdzielni „Społem” w Płońsku, zarobek jego był prawdopodobnie nadal mizerny i fakt, że mama nie pracowała, gdyż ciągle się leczyła, nie polepszał naszej sytuacji materialnej. Żyliśmy bardzo skromnie i na wiele podstawowych rzeczy po prostu nie starczało pieniędzy.

No dobrze, zmienić szkołę, ale na jaką i gdzie? Ciocia z Warszawy podpowiedziała nam, że niedaleko od nich, na Pradze, przy ulicy Targowej 76 jest Liceum Mechaniczne. Więc, mimo że radiotechnika była moim marzeniem, powoli zacząłem przyzwyczajać się do myśli, żeby pójść do tej szkoły i tam uczyć się mechaniki.

W czerwcu 1949 roku dwóch uczniów (a może sztubaków?), ukończyło klasę IXb w szkole ogólnokształcącej w Płońsku na samych piątkach, a byli to: Janusz Rudzki, syn notariusza i ja.

Droga do szkoły w Warszawie stanęła przede mną otworem! Hurrraaa!