Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Przed wakacjami szkolnymi 1947 roku pan kierownik szkoły ogłosił, że nowa organizacja szkolnictwa przewiduje jednolitą 12-letnią naukę do otrzymania matury (zamiast 13 lat poprzednio). W związku z tym w Dzierzązni będzie utworzona 8 klasa dla tych, co zechcą kontynuować naukę po ukończeniu 7 klasy. Ta wiadomość skomplikowała trochę projekt, który uknuliśmy wspólnie z Radkiem i który przewidywał, że po skończeniu 7, pójdziemy dalej do szkoły technicznej. Otóż Radek miał dwóch starszych braci. Jeden pracował u wujka we Wrocławiu w warsztacie elektrotechnicznym, a drugi w hydroelektrowni w Pilchowicach, gdzieś pod Jelenią Górą. Bracia zadecydowali, że Radek wyjedzie z Dzierzązni i będzie się uczył w Technikum Elektrycznym w Jeleniej Górze. Sama idea, aby zacząć się uczyć w szkole elektrotechnicznej bardzo mi się podobała, ale tak naprawdę to nie byłem w pełni zdecydowany na opuszczenie mojej rodziny, tym bardziej, że byłem przekonany, że mama się na to nie zgodzi.

Po naradzie z Radkiem postanowiliśmy, że powiem w domu, iż jadę tylko w odwiedziny do wujostwa do Wrocławia, a już stamtąd pojedziemy dalej do Pilchowic i zapiszemy się razem do technikum w Jeleniej Górze. Z trudem udało mi się przekonać mamę, by mi zezwoliła na tę podróż, co nie było dziwne, gdyż pamiętała jeszcze moje wyczyny z poprzedniej wyprawy. Ale po jej zgodzie nic już więcej nas nie wstrzymywało i pewnego poranka, zaopatrzeni w trochę pieniędzy, ruszyliśmy piechotą do Płońska, gdyż bilet autobusowy kosztował zbyt drogo. W Płońsku kupiliśmy bilety kolejowe, ze szkolną zniżką, i pojechaliśmy do Warszawy, a potem dalej do Wrocławia. Ta podróż nie miała już nic wspólnego z moją pierwszą peregrynacją. Nie musiałem ukrywać się przed konduktorem, miałem bilet, nie głodowałem, bo oczywiście mama zaopatrzyła mnie w dwa słoiki kotletów schabowych zatopionych w smalczyku z cebulką i w wiele innych smakołyków. Poza tym było to lato i w wagonach osobowych, którymi jechaliśmy, można było spokojnie siedzieć.

We Wrocławiu zatrzymaliśmy się kilka dni, ja u wujostwa w ich nowym mieszkaniu przy ulicy Ruskiej, a Radek u swego brata. Potem ruszyliśmy dalej do Pilchowic. Pobyt tam zaczął się bardzo przyjemnie. Zwiedziliśmy najpierw elektrownię i zaporę wodną, potem ruszyliśmy na zwiedzanie malowniczej okolicy górzystej i pokrytej lasami. Wszystko to było dla nas nowością i inne niż krajobrazy Mazowsza. Brat zadecydował, że do szkoły w Jeleniej Górze Radek będzie dojeżdżał pociągiem z Pilchowic, a potem wynajmie mu pokój niedaleko szkoły.

Trzeba powiedzieć, że baliśmy się zacząć rozmowę z bratem na temat zapisania mnie do technikum. I tu mieliśmy rację! Gdy w pewnym momencie brat Radka dowiedział się o naszym projekcie wspólnej nauki, najpierw zaniemówił z wrażenia, a gdy w chwilę potem odzyskał głos to tylko po to, aby nam kategorycznie oświadczyć, że nie ma mowy o zainstalowaniu mnie w Jeleniej Górze. A tak w ogóle to będzie lepiej, jeśli skrócę mój pobyt u niego i powrócę do domu. W nocy leżąc w łóżkach na poddaszu, omawialiśmy z Radkiem powstałą sytuacje. Radek był zdania, że niezależnie od odmowy brata, powinniśmy się obaj zapisać do technikum i jakoś urządzić nasz pobyt w Jeleniej Górze.

Ja natomiast zacząłem się wahać i mimo rozczarowania w pierwszym momencie, po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że nie zostanę tutaj, lecz wrócę do domu. Filozoficznie wytłumaczyłem sobie, że nie będę żałował tego, czego mi się nie udało dokonać. Być może to Opatrzność tak zadecydowała dla mojego dobra, aby mnie uchronić od czegoś, co by mogło się dla mnie źle skończyć!

Przyznam się, że w dalszym mym życiu często sięgałem po to wytłumaczenie, gdy jakiś mój projekt czy zamiar, na który mocno liczyłem, okazał się nie do zrealizowania. I na pewno nie była to postawa ani defetysty, ani fatalisty. Po prostu, takie wytłumaczenie pozwalało mi szybko zapomnieć o porażce, przejść nad nią do porządku dziennego i zająć się nowym problemem. Zamiast rozpatrywać sterylnie „co by było, gdyby było”, dzięki tej postawie nie traciłem czasu i byłem znowu gotów do szukania nowych projektów czy nowych rozwiązań.

Dodam jeszcze, dla zakończenia tego epizodu, że kilka lat później dowiedziałem się, że Radek został skazany na 12 lat wiezienia za „uczestnictwo w tajnej organizacji, której działalność była skierowana przeciwko władzy ludowej”. Smutne, ale gdybym tam został?

W Pilchowicach był punkt zborny dla przesiedleńców niemieckich, którzy zdecydowali się opuścić miejsca, gdzie żyli na terenie Polski i udać na nowe miejsca zamieszkani w Niemczech Zachodnich. W dniach, kiedy tam byłem, widziałem bardzo liczne wozy przesiedleńców wypełnione dobytkiem, które czekały na załadowanie ich do wagonów i odjazd na zachód. Byli w nich przeważnie ludzie starsi, dużo kobiet i dużo małych dzieci. Widok wystraszonych dzieci kręcących się po ogrodzonym terenie, przypominał mi to, co sam przeżyłem nie tak dawno w innym miejscu. Było mi nieswojo na nich patrzeć i chyba było mi naprawdę ich żal, przecież to nie oni byli winni temu, co się stało. Ale również przypomniałem sobie swój strach przed Hitlerjugend nad rzeczką i trochę mi było lżej na sumieniu.