Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Chciałbym teraz poświęcić kilka zdań życiu mojego ojca w czasie okupacji.

Po powrocie z obozu jenieckiego, chyba w końcu 1939 roku, ojciec zajął się pracą w gospodarstwie, ale chodził również, jak wszyscy, na przymusowe roboty do gospodarstw niemieckich. W tym też czasie często wychodził wieczorami z domu, a nawet znikał na kilka dni. Czasami też widziałem nieznanych mi mężczyzn wpadających na chwilę do domu. Mama mówiła, że to koledzy ojca z obozu. Mnie to wszystko, prawdę mówiąc, mało interesowało, gdyż mój stosunek do ojca nie był serdeczny. Był dla mnie bardzo surowy i mama często stawała w mojej obronie, a szczególnie, aby uchronić mnie od bolesnego pasa. A rękę ojciec miał ciężką i bardzo się go bałem, gdy wpadał w złość. Może jego twardy charakter rozwinął się w czasie służby w wojsku? Sam też uważał, że często nie miał racji, bo pamiętam jego list z obozu czytane mi przez mamę, w którym bardzo żałował, że tak srogo się do mnie odnosił.

Na początku 1941 roku pewnej nocy obudziły mnie krzyki. Zobaczyłem z przerażeniem, że w pokoju było kilku Niemców trzymających w rekach karabiny gotowe do strzału. Jeden z nich, w mundurze gestapo i z pistoletem w reku, wyciągnął mnie z łóżka na środek pokoju, grożąc po polsku, że nas wszystkich rozstrzelają, jeżeli nie powiem, kto u nas bywał. Wymienił kilka nazwisk. Stojąc w długiej nocnej, lnianej koszuli, byłem martwy ze strachu i czułem tylko jak siusiu ciekło mi po nogach. Nie byłem w stanie nic odpowiedzieć, gdyż już nie nieśmiałość, ale paniczny strach odebrał mi całkowicie mowę. Łzy ciekły mi strumieniami po policzkach, mimo że z całej siły chciałem stłumić płacz. W końcu widząc, że nic nie wiem, Niemiec odepchnął mnie w stronę mamy. Ojca wyprowadzili z domu w kajdankach na rękach i nogach do wozu, który czekał trochę dalej od domu. Po kilkunastu dniach powiedziano mamie w gestapo, że ojciec jest na przesłuchaniach w Płońsku i że można mu wysłać paczkę z jedzeniem. Mama zaniosła tę paczkę do wiezienia w Płońsku, ale więcej już nie mieliśmy wiadomości o tym, co się stało z ojcem.

Dopiero po powrocie ojca z obozu w końcu 1945 roku dowiedzieliśmy się jego dalszej historii. Okazało się, że wraz z kilkoma kolegami należał do działającej w konspiracji Armii Krajowej W dniu jego aresztowania Niemcy zorganizowali w okolicy dużą łapankę, której celem było schwytanie Polaków związanych z AK. Dwóm kolegom ojca, również członkom organizacji, udało się umknąć gestapowcom. Jeden, pod pretekstem wzięcia ubrania z sąsiedniego pokoju, wyskoczył przez okno i uciekł, drugi, po wyjściu z domu (nie był zakuty) przewrócił pilnujących i zbiegł do pobliskiego lasu. Tylko ojciec nie miał takiego szczęścia, gdyż nauczeni doświadczeniem gestapowcy zakuli go od razu w kajdanki.

Po kilku tygodniach przewieziono ojca z więzienia w Płońsku do fortu w Pomiechówku, wchodzącego w skład umocnień twierdzy modlińskiej, na dalsze śledztwo. Było to miejsce, gdzie Niemcy torturowali więźniów, by wydobyć od nich zeznania dotyczące ruchu oporu. Zginęły tam setki i setki ludzi, zasypanych potem w zbiorowych mogiłach, które po wyzwoleniu zostały odkryte, aby rodziny mogły odnaleźć w nich swych bliskich i godnie ich pochować. Po sześciu miesiącach, które – jak mówił – nie wie, jak udało mu się przeżyć, został odtransportowany do obozu w Oświęcimiu. A jak tam traktowano więźniów, opisano już wiele razy w szczegółach.

W połowie 1943 roku ojciec zachorował i przeniesiono go do bloku N°11, nazwanego „blokiem śmierci”, gdyż stamtąd była tylko jedyna droga, prowadząca prosto do komór gazowych. Uratowanie życia zawdzięczał swojemu podwładnemu z wojska, który też był więźniem, lecz wyznaczony do pełnienia w obozie funkcji kapo, mógł wpisać ojca jako specjalistę tokarza na listę robotników przeznaczonych do pracy w fabryce czołgów w Mauthausen-Gusen, w Austrii. Tam też pracował w fabryce aż do wyzwolenia obozu przez Amerykanów w 1945 roku. Dodam, że ojciec nie lubił powracać we wspomnieniach do tamtych tragicznych czasów, kiedy – jak mówił – kilkakrotnie cudem udało mu się uniknąć śmierci. Z mojej bliskiej rodziny, poza ojcem, w obozie w Oświęcimiu byli uwięzieni jeszcze: brat mamy, też wojskowy z Modlina (umarł wkrótce po powrocie) i kuzyn, który, choć był kobajem słynnego doktora Mengele, przeżył obóz (i zmarł w latach 70-tych). Ojciec mój zginał tragicznie pod samochodem, zabity przez kierowcę-mordercę w 1983 roku, na przejściu dla pieszych w Warszawie.