Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Dni w Warszawie zaczęły się nam znowu dłużyć, ale wkrótce przyjechał dziadek i furmanka załadowana różnymi rzeczami, z dziadkiem, moją mamą, trojgiem dzieci (mama zabrała ze sobą jakąś dziewczynkę w naszym wieku) ruszyła w drogę powrotną, do wymarzonej Dzierzązni.

Z samej podróży pamiętam niewiele. Wzdłuż drogi widać było porozbijane furmanki, czasami spaloną ciężarówkę; leżące bomby, które prawdopodobnie nie wybuchły i spoczywały przy drodze otoczone drutem kolczastym. Było dużo ludzi. Część, jak my, jechała na wozach zaprzężonych w konie, ale większość szła pieszo, niosąc tobołki albo ciągnąc wózki pełne różnych rzeczy. Jak jechał wojskowy samochód, to wszyscy szybko uciekali z szosy do rowu albo na pola. Widziałem, jak żołnierze spychali ludzi karabinami, bili ich, jeśli byli jeszcze na szosie. Widziałem nawet ludzi pokrwawionych. Ci żołnierze nie przypominali w niczym tych z defilady. Chyba po raz pierwszy widziałem dziadka i mamę z trzęsącymi się rekami na widok zbliżających się do nas żołnierzy. Czułem wtedy, chyba jak oni, ogromny strach i to uczucie obezwładniającego strachu towarzyszyło mi już do końca wojny. Jak tylko widziałem Niemca w mundurze, nogi moje stawały się jak z waty.

Most w Modlinie był zburzony. Przeprawa odbywała się przez most pontonowy zbudowany przez wojsko. Nasza furmanka czekała bardzo długo na pozwolenie przejazdu, gdyż most był ciągle zajęty przez wozy i sprzęt wojskowy. Do twierdzy nas nie wpuszczono. Mama mówiła, że nasz dom został spalony i że nic tam z niego nie pozostało. Zmartwiło mnie to bardzo, gdyż chciałem jeszcze raz tam pomieszkać. Cała podróż trwała prawdopodobnie kilka dni i była dla mnie coraz mniej interesująca. Było zimno i ciasno, siedziałem skulony, patrząc na przesuwające się widoki i nie było wcale tak fajnie, jak myślałem na początku. Kolejnej nocy obudził mnie głos mojej babci i znajomy widok zabudowań. Pycha, nareszcie jesteśmy w domu, w Dzierzązni. Na przywitanie babcia nagotowała dużo smacznych rzeczy i zjadając je z apetytem myślałem, że znowu będzie wesoło jak kiedyś.