Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

W innym miejscu, tym razem na froncie pracy, lampa wykonywana jak wspomniałem w dwóch egzemplarzach, dosłownie „paliła” się nam w rękach. Oczywiście mam tu na myśli jej realizacje, która postępowała niezwykle szybko. Po wstępnym bowiem okresie, który wymagał zgrania się ekipy wykonawców, jak również wdrożenie jej do systemu, w którym projektowanie, dobór materiałów i technika wykonania były atakowane pełnym frontem, nadszedł właściwy okres tworzenia dzieła.

I tak, druga moja wyprawa do Warszawy pozwoliła ostatecznie zgromadzić wszystkie niezbędne dla projektu materiały. Poszukiwania ostatecznej, doskonalej formy dzieła, wymagały wykonania wielu modeli w skali 1/5, pomiędzy którymi dwa najbardziej udane zostały wybrane do skopiowania w prawdziwych wymiarach. Największy kłopot mieliśmy jednak z wykonaniem pokrycia lakierem prętów lampy i stolika, co być może częściowo wynikało z mało fachowych wykonawców. Wymiary prętów nie pozwalały dokonać pokrycia ich lakierem piecowym, a jedynie nanoszonym pędzlem. Ileż razy przychodząc rano (no, może niezupełnie rano, ale w każdym razie przed obiadem!), byłem zmuszony zdyskwalifikować prace poprzednich kilku dni i zarządzić nowy cykl malowania. Wymagało to usunięcia wadliwie wykonanego pokrycia, a każda nowa warstwa lakieru musiała być niezwykle cienka i starannie wysuszona przed nałożeniem następnej. Inne prace, jak przygotowanie szkieletów dla abażurów, dobór kolorów, wykonanie stolików, selekcja kabli i ich artystyczne wkomponowanie w całość, też nie były oczywiste i wymagały poza koncepcją jeszcze sprawnych rąk. Nie mówiąc już o ozdabianiu rysunkami stolików, gdzie wybór tematu i kunszt wykonania miały ogromne znaczenie!

Tak, to był na pewno projekt roku, który przez swą kompleksowość nie miał sobie równego w okolicy. Bo czy można było go porównać, na przykład, do wykonywanego na bazie obok nas standu strzelania, przeznaczonego do symulowania ruchu czołgów na poligonie podczas ćwiczeń? Zgoda, że projekt standu na pewno był potrzebny, gdyż pozwalał uniknąć konieczności jazdy czołgiem po bezdrożach, wyłącznie po to, aby działowy mógł kręcić korbami, naprowadzając działo na zawieruszający mu się ciągle cel. Zgoda, że po jego ukończeniu wystarczyło postawić czołg na standzie i poruszając dźwigniami ruchome belki ze stojącymi na nich gąsienicami, otrzymać prawie niechcący wszystkie możliwe pozycje działa przy strzelaniu.

Tak, to wszystko było prawda, ale projekt standu nie miał tej lekkości cechującej projekt lampy, gdyż ten łączył w sobie nie tylko wartość użytkową, ale i wartość artystyczną! W sumie, byłem chyba dumny z mojego projektu. Ale to mi wcale nie przeszkadzało pracować nad nim prawie anonimowo, gdyż wiedząc, że uczucie zazdrości daje dziwna przyjemność z prostego faktu podstawienia komuś nogi, nie chciałem, by wiadomość o moim dziele, a przede wszystkim jego genezie, doszła przedwcześnie do niepowołanych uszu.

Skromność i ostrożność są to cechy, które były znane i doceniane już w starożytności!