Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Mój dzień pracy zaczynał się po śniadanku w lazarecie, czyli około godziny 9.30, która była ze wszech miar dobrą godziną do startu.

Wyspany i najedzony pierwsze kroki kierowałem do bazy remontowej, aby zaznajomić się z postępami pracy nad lampą dnia poprzedniego i dokonać kolejnego oprogramowania ekipy artystów na nadchodzący dzień. Początkowo na te wizyty odziewałem się w strój odpowiadający miejscu przebywania i stopniowi, który był mi nadany. Lecz szybko spostrzegłem, że ubierając się w momencie podrywu z łóżka w jeansy i koszulkę sportową zyskiwałem na czasie, nie musząc na nowo przebierać się przed otwarciem następnego frontu obowiązków, tym razem prowadzonego w stanicy sportów wodnych.

Żaglówka szefa była jak zawsze gotowa do opuszczenia pomostu z zawieszonymi już luźno „fokiem” i „grotem”, kłapiącymi w lekkich podmuchach wiatru. Przypomnę tylko dla dzisiejszych bywalców tych stron, że w owych czasach liczba żaglówek, przeważnie typu „Omega” była znikoma; liczyły się one na sztuki i jedynie w momencie regat mógł pojawić się lekki tłok wśród pływających na wodzie jednostek. Natomiast duży tłok panował wśród kandydatów do pływania na żaglówce i fakt, że byłem w tym przypadku między uprzywilejowanymi, dodawał mi wartości na snobistycznym rynku wodniaków. Wiązało się to jednak z obowiązkiem zabierania w rejsy chętnych do zapoznania się z zasadami żeglowania. Ale robiłem to z prawdziwą przyjemnością, bo kandydaci do wycieczek na łajbie byli sympatyczni i często nasze kontakty sportowe na wodzie miewały przedłużenie towarzyskie również na lądzie.

W przypadku rejsu szkoleniowego kilkuosobowa załoga po załajbowaniu się miała do wyboru, albo opalanie, kiedy było słońce, leżąc na dachu kajuty, albo manipulowanie różnymi elementami łajby zgodnie z moimi precyzyjnymi instrukcjami. W takim przypadku, po odpłynięciu na bezpieczną odległość od wszelkich przeszkód sztucznych czy naturalnych, stawałem na dziobie trzymając się wantów i wydając odpowiednie polecenia osobom przy żaglach i sterze, lustrowałem z uwagą przepływające obok nas krajobrazy. Przypuszczam, że krajobrazy mogły również lustrować sylwetkę nawigatora, który w tej korzystnej pozycji odcinał się od błękitów, mając za tło napięte wiatrem „płótna”! Ale to strategiczne miejsce nie było dobrze usytuowane, by szybko interweniować w przypadku jakiegoś problemu w żegludze.

I tak kiedyś, spokojnie poświęcony lustrowaniu, znalazłem się nagle razem z załogą w wodzie. Kapryśny podmuch wiatru zaskoczył uczącego się na sternika, który zamiast „wyluzować” szybko grot popełnił manewr odwrotny, to znaczy „wyostrzył” go, co wystarczyło, by łajba pod naciskiem wiejącego z boku wiatru wyłożyła się poziomo na wodzie. Dobrze prowadzona akcja ratownicza zapobiegła panice i pozwoliła nam własnymi siłami przywrócić łajbie i żaglom normalną pozycję, a następnie przerobić praktycznie ćwiczenie „człowiek za burtą”, polegające na wyciągnięciu załogi, wystającej z wody dzięki odzianym przezornie „kapokom”. Ponieważ liczba głów wyciągniętych z wody zgadzała się z liczbą zabranych w rejs, więc poza chłodnawą kąpielą, reszta wydarzenia była rodzajem przyjemnej rozrywki.

Czasami, aby pozwolić załodze na chwilę wytchnienia, przybijaliśmy do niedalekiej przystani akademickiej; obszernej stanicy wodnej, dobrze wyposażonej we wszystko, co niezbędne dla powracających z wycieńczającego rejsu. Nierzadkie były przypadki, że dokonywałem tam wymiany załogi na inną, gdyż brać studencka, sympatyczna i uboga, nie miała praktycznie możliwości korzystania z żaglówek. Zrozumiałe, że w sytuacji, w jakiej się znajdowałem, miałem tendencje dawania pierwszeństwa wejścia na pokład płci pięknej, gdyż o wiele przyjemniej było widzieć dach kabiny udekorowany kolorowymi opalaczami pań, niż owłosionymi torsami panów. Ale taki wybór był dyktowany jedynie naturalną wrażliwością na piękno!

Były też rejsy mniej szkolne, może bardziej refleksyjne, kiedy z jakimś sympatycznym kolegą, jak mój konował z lazaretu, w lekkim chlupocie fal o łajbę kontemplowaliśmy mewy czy inne ptaszęta, liczne w letnich miesiącach nad jeziorami. Natomiast w dni, kiedy pogoda była nieżeglowna, sama przystań stawała się naszym poligonem wakacyjnych zajęć. Bar był obficie zaopatrzony i gry towarzyskie w sali cieszyły się dużym powodzeniem.