Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Uspokojony już po emocjach związanych z przyjęciem do pracy w FSO, mogłem się wreszcie poświęcić z większym oddaniem rozpoczętej pracy dyplomowej. Temat, który mi zadano był dla mnie interesujący, ponieważ wymagał zastosowania nowych, nieistniejących przynajmniej u nas rozwiązań technicznych, a więc dużo wyobraźni i odkryta droga do nowych pomysłów, co właśnie szczególnie mnie pociągało. W dodatku mój recenzent, pan Loth, okazał się człowiekiem sympatycznym i otwartym do omawiania szczegółów tematu, jakim byłem obarczony.

Ponieważ moja praca dotyczyła ulepszenia techniki istniejącej, więc naturalnie moje pierwsze działania miały za cel zapoznać się z tym, co na zadany mi temat zostało już wynalezione i opublikowane. Bowiem sama kwintesencja słowa „postęp” zakłada, że wychodząc z osiągniętego poziomu rozwoju „czegoś tam”, cel następnych akcji polega na ulepszeniu tego co istniało, czyli podniesienie jego wartości, w sensie ogólnym, na nowy wyższy poziom. Gdyby tego nie stosowano w sposób naturalny od początku ludzkości, ta nigdy by nie wyszła z epoki kamienia łupanego, pałki drewnianej i bazowych słów: papy z mamą.

Okazało się, że to wcale nie było proste i najtrudniej przyszło mi zgromadzić minimum potrzebnej bibliografii, związanej w jakiś sposób z techniką dwukomorowego spalania w cylindrze silnika spalinowego. Tym bardziej było to dziwne, że podobno ten temat stał się aktualny wśród specjalistów zachodnich i przypuszczalnie też wśród specjalistów w naszych republikach.

Chciałbym tu zatrzymać się na chwilę nad jednym aspektem, który ma niezrozumiałą dla mnie siłę trwania, choć moim zdaniem jest błędny. Mianowicie chodzi tu o ogólnie przyjęte w społeczeństwie polskim stwierdzenie, że myśmy byli w tych czasach „zacofani” w stosunku do Zachodu. Moim zdaniem stwierdzenie takie było, a jeśli jeszcze i teraz gdzieś pokutuje, to jest krzywdzące i nie oddaje prawdy, która jest bardziej złożona.

Nasze uczelnie kształciły nie gorzej, a powiedziałbym w wielu wypadkach wszechstronniej potrzebnych nam specjalistów. Liczba studentów w stosunku do liczby mieszkańców była jedną z wyższych na świecie, a ci którzy kończyli nasze uczelnie mogli się poszczycić dobrą znajomością swego zawodu i dlatego stwierdzenie, że byli zacofani, na pewno do nich nie pasowało. A więc jeśli specjaliści istnieli, to dlaczego w życiu codziennym stawaliśmy się coraz bardziej opóźnieni w stosunku do Zachodu? Powodów było dużo.

Wymienię te, które były dla mnie oczywiste. Zimna wojna wymagała dużych środków, aby utrzymać „równowagę strachu”. W naszych krajach wydatki na rozwój sił wojennych pochłaniały równie wielkie sumy, jak i w krajach zachodnich, tylko że nasza „szkatułka z bogactwem” była nieporównywalnie mniejsza niż ta na drugiej stronie. Poza tym, u nas postęp w tematach wojskowych odbywał się w wielkim sekrecie i było nie do pomyślenia, aby ten awans naukowy czy techniczny, czasami bardzo realny, mógł być wykorzystany w produkcji materialnych dóbr dla społeczeństwa i zwrócił w ten sposób społeczeństwu część wydanego bogactwa. Zupełnie inaczej było z drugiej strony „bariery”.

Jako przykład wezmę podbój Kosmosu przez oba obozy. Pamiętam, że w dwa lata po podróżach Amerykanów na Księżyc, pojawiły się w sprzedaży aparaty i urządzenia, które były wyposażone w większość wynalazków związanych z tym podbojem. Była to lawina zminiaturyzowanych urządzeń elektronicznych, które dały początek szybkiemu rozwoju systemów liczbowych, komputerów, łączności i innych temu podobnych. A u nas? Sputnik okręcał się wokół Ziemi już w 1957 roku, zautomatyzowane rakiety latały wokół Księżyca, Marsa, lecz przemysł dla ludności produkował ciągle przestarzałe modele z dawnych lat. Ostatni telewizor z „lampami” widziałem w sklepie w Paryżu chyba w 1967 roku, podczas kiedy jeszcze w latach osiemdziesiątych radziecki telewizor kolorowy, zresztą trudno dostępny, ważył ponad 40 kilogramów, a jego zespół lamp konsumował kilkaset watów energii.

Ośmielę się stwierdzić, trochę „ex catedra”, że odkrycia wojskowe przechodziły do produkcji cywilnej średnio w dwa lata na Zachodzie, podczas kiedy u nas ta zwłoka trwała minimum dziesięć lat. Oto jedna z przyczyn naszego „odstawania” od Zachodu. Druga była natury ideologiczno-organizacyjnej. Planowa gospodarka na wszystkich szczeblach nie pozwalała na szybkie wdrożenia wynalazków i osiągnięć – jeśli się już one pojawiały – do życia cywilnego, a zesklerociały system zarządzania nie dopuszczał, by twórcza inicjatywa mogła się rozwijać zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. A więc nie myśmy byli zacofani, tylko byliśmy źle dowodzeni i bardzo źle zorganizowani. Taka była według mnie przyczyna naszego, ciągle powiększającego się, opóźnienia w stosunku do Zachodu.

Mój problem, z którym się borykałem na co dzień, był zupełnie innego wymiaru. Tym niemniej moja potrzeba informacji mogła być tylko zaspokojona, z przyczyn które podałem, przez publikacje dostępne dla wszystkich, ale pochodzące w zasadzie z Zachodu. A z tym był też niemały problem. Niewidzialna „kurtyna”, która oddzielała w tej epoce kraje paktu warszawskiego od tych z paktu atlantyckiego, może nie była „żelazna”, jak mówiono, lecz na pewno izolowała skutecznie od siebie ludzi tam żyjących. Wymiany informacji między specjalistami z obu stron w zasadzie nie było, ponieważ ci z Polski, albo nie byli zapraszani do uczestnictwa w różnych sympozjach naukowych na Zachodzie, albo nie otrzymywali prawa na wyjazd lub po prostu nie ci wyjeżdżali, co powinni.

W bibliotekach uczelni czy biur specjalistycznych nic interesującego na ten temat nie znalazłem, gdyż zainteresowanie tym rozwiązaniem nie było wystarczająco dawne, by były już opublikowane. Z rzadkich czasopism technicznych związanych z silnikami spalinowymi, które udało mi się obejrzeć, też niewiele mogę się dowiedzieć na ten temat. W tej sytuacji byłem skazany na odkrywanie rzeczy, które prawdopodobnie już zostały odkryte i opisane gdzie indziej. Tym niemniej, szukając uparcie, udało mi się zgromadzić pewne fragmenty interesujących rozwiązań, które pozwalały nakreślić plan mojej pracy dyplomowej i główną ideę procesu technologicznego, który byłby w niej zastosowany.