Kolejna witryna oparta na WordPressie
Header

Wybuch wojny zastał nas w Modlinie. Z tego czasu pamiętam, że bardzo mnie bawiło oglądanie z ogródka przy domu latających nad nami niemieckich samolotów, pojawiające się obok nich mnóstwo białych obłoczków i dochodzące do mnie odgłosy wybuchów. Wiedziałem już, że to są strzały do samolotów z zenitówek, ustawionych niedaleko naszego domu. Było dużo żołnierzy, którzy biegali przy nich, ktoś krzyczał i to wszystko było niesłychanie ciekawe. Niedaleko naszego domu był również cmentarz wojskowy i pamiętam, że znalazłem się tam w czasie pogrzebu kilku zestrzelonych lotników niemieckich. Była jakaś uroczystość wojskowa z udziałem księdza, który szedł na czele pochodu, obok chłopca machającego śmiesznie dymiącym obficie kadzidłem. Tak, w tym czasie nikt jeszcze nie wiedział, do czego będą zdolni niemieccy najeźdźcy.

Nasz pobyt w Modlinie skończył się wkrótce po rozpoczęciu wojny. Ojciec był przydzielony do obrony Warszawy, lecz myśmy pojechali tam wcześniej, w czasie ewakuacji całej ludności cywilnej z Modlina. Zamieszkaliśmy przy ulicy Czynszowej na Pradze, u cioci Stefy, matki mojego kuzyna Kazika i jego brata Michała, który zaginął później w czasie Powstania Warszawskiego w 1944 roku. Trzypiętrowa kamienica, w której zamieszkaliśmy, była pełna ludzi. Bowiem rodziny tam mieszkające przyjęły wielu przyjezdnych, którzy ewakuowali się z bliższych i dalszych okolic Warszawy, mając nadzieję, że w mieście będzie bezpieczniej, a może, że Niemcy tu nie wejdą.

Przy ulicy Szwedzkiej, 500 metrów od domu, była fabryka zbrojeniowa, którą Niemcy z zaciętością bombardowali już od pierwszego dnia wojny. Celność bombardowania nie była najlepsza, bomby padały po całej okolicy. Polskie zenitówki, a było ich dużo, też nie próżnowały. Dawało to dorosłym na pewno dużo emocji. Wszyscy, dzieci i dorośli, siedzieliśmy w piwnicach pod domami, a jedynie żołnierze zostawali na wierzchu, aby móc sobie postrzelać. W momentach krótkiej ciszy wszyscy wychodzili z piwnic, aby odetchnąć choć trochę świeżym powietrzem. Rzeczywiście, pobyt w piwnicy był ciężki do zniesienia. Huk wybuchających bomb i nieustanne salwy zenitówek powodowały, że wszystko się trzęsło, a kurz powstały od węgla składowanego w piwnicach był taki, że nieliczne świeczki gasły. W tym okresie Niemcy bombardowali prawie bez ustanku i dwa stojące obok nas domy zostały zniszczone, widziałem też ludzi, którzy przerzucali gruzy, aby dojść do zasypanych. W nasz dom również trafiła jedna bomba, przebiła trzy piętra balkonów aż do ulicy i… nie wybuchła. Przebywający w piwnicy uznali to za oczywisty cud i intensywność wspólnych modlitw różańcowych ogromnie wzrosła.

Ale moje emocje były trochę inne. Byłem głodny, nie mogłem wyjść, by bawić się na podwórku, było ciemno i dusiłem się od kurzu. Nie wiedziałem, co to strach przed śmiercią, gdyż nie wiedziałem, co to jest śmierć i że mogę umrzeć, ale żegnałem się tak jak inni przy każdym wybuchu, powodującym trzęsienie murów i powstawanie w piwnicy obłoków kurzu nie do wytrzymania. Pamiętam też pożary, ogromne pożary i to dla mnie było szczególnie przerażające. Pamiętam, jak biegliśmy z mamąnocąprzez ulicę, gdzie wszystko się paliło. Ciągle stoi mi przed oczami widok kobiety, która nie zważając na kataklizm rozpętany wokół niej, siedziała na stołku przed bramą wejściową palącego się domu i robiła coś na drutach. Jeszcze dzisiaj widzę tę scenę z całą wyrazistością. Pamiętam przewrócone tramwaje, barykady na ulicach i ludzi biegających przy gaszeniu pożarów.

Najgorsze jednak było dla mnie uczucie głodu. W pamięci pozostał mi na zawsze okropny smak kapuśniaku gotowanego przez mamy w przerwach miedzy bombami, w którym poza wodą i kapustą nic innego nie było. Uczucie głodu towarzyszyło mi jeszcze często w czasie wojny. Przypuszczam, że ten kompleks braku czegoś do jedzenia zapadł trwale w moją podświadomość, ponieważ i obecnie nie znoszę widoku pustej lodówki, a w domu wszyscy wiedzą, że jak papa napełni lodówkę artykułami, których nie sposób jest zjeść, to i tak część trzeba będzie wyrzucić. Mam to uczucie zakodowane w genach, a może w tylko enzymach?